Dziennik Recepcjonistki: Internetowy Armagedon

14:00 Pora się ruszyć i zacząć przygotowywać do pracy

15:00 Z powrotem w recepcji. Aktualizuje wcześniejsze wydarzenia, zmiany i reklamacje jakie miały miejsce w hostelu, podczas mojej nieobecności.

Według moich kolegów ‚poranna zmiana była spokojna’. Nie za dużo pracy i większych skandali. Czuję niewielkie rozczarowanie, bo ostatnie dni były trochę nudnawe.

15:15 Praca pracą, ale najpierw kawa!

Misja zakończona niepowodzeniem: Pierwsi goście przyjechali się zameldować.

17:00 Wciąż spokojnie. Sprawdzam części wspólne hostelu. Paru ludzi gotuje w kuchni, inni relaksują się na sofach. Jednym słowem wygląda na to, że popołudniowa zmiana będzie należeć do tych nudnych.

Ponieważ nie ma zbyt wielu ludzi w pobliżu, mogę opuścić bez pośpiechu recepcję i pójść do toalety.

Czekaj…jednak nie…goście przyjechali, żeby ich zameldować.


Około 18 Klikam z jednej na drugą stronę. Sprawdzam rezerwację, asygnację i możliwe upselle. Internet jest bardzo wolny dzisiaj…tak jak i to popołudnie.

Hmm…wygląda na to, że internet padł.

Sprawdzam jeszcze, czy również na mojej komórce nie działa i tylko potwierdzam moje obawy.

No cóż…skoro nie działa to spróbuję zrestartować rutery (wszystkie 10) – zwykle to pomaga.

Kiedy wychodzę z recepcji, na mojej drodze staje jeden z gości:

Gość: Hej, wi-fi nie działa

Ja: Tak, wiem

Gość: Możesz coś z tym zrobić?

Ja: Tak, właśnie idę zrestartować rutery. Mam nadzieję, że to pomoże.

Gość: A, ok.

Ruszam dalej, ale już na korytarzu kolejna osoba mnie zatrzymuje:

Gość: Cześć, wiesz, ze wi- fi nie działa?

Ja: Tak, wiem idę właśnie sprawdzić czy zresetowanie ruterów pomoże.

Gość: Aha, świetnie.

Idę dalej, ale już po chwili podbiega do mnie dziewczyna:

Dziewczyna: Heeeej, internet nie działa w moim telefonie! Możesz mi pomóc?

Ja: To nie wina Twojego telefonu. Nie działa w całym hostelu – właśnie idę sprawdzić czy mogę coś z tym zrobić.

Dziewczyna: Ok, czy wiesz ile może to potrwać?

Ja: Jeżeli to tylko rutery to kilka minut, a jeśli nie to zobaczymy

Dziewczyna: Ok, dziękuję.

Serio…minęło może 5 minut odkąd padło wi-fi…

W końcu udało mi się dotrzeć do skrzynki z ruterami. Ale nim zdążyłam zabrać się do ich restartowania, podszedł do mnie chłopak:

Chłopak: O szukałem Ciebie

Ja: Niech zgadnę…wi-fi nie działa

Chłopak: Tak! Wrzucam moje filmy do sieci i internet jest strasznie wolny, a w tej chwili już w ogóle nie działa.

Ja: Wiem (i to nie tylko dzięki setce osób, która zdążyła mi o tym przypomnieć)

Chłopak: I…zamierzasz coś z tym zrobić?

Ja: Tak, dlatego tutaj jestem. Właśnie chcę zrestartować rutery.

W końcu wyłączam i włączam jeszcze raz po kolei, każdy z ruterów. Pierwszy raz nie pomaga. Do trzech razy sztuka!

Ale już za czwartym razem zdaję sobie sprawę, że to nic nie daję.

Ups…

Wracam do recepcji i szukam numeru telefonu do naszego operatora internetowego.

Podchodzi do mnie chłopak od filmów:

Chłopak: Wi-fi nadal nie działa

Ja: Tak, wiem

Chłopak: Masz zamiar to naprawić?

Wdech i wydech…naprawdę powinnam się już przyzwyczaić, że ludzie uważają, iż jestem w stanie naprawić wszystko pracując w recepcji…

Ja: Właśnie próbuje się skontaktować z operatorem (ale rozmawiając z Tobą, jest to trochę skomplikowane – myślę)

Chłopak: Na prawdę potrzebuję internetu! Muszę zrzucić te filmy. Zapłaciłem za ‚dobry’ internet.

Ja: Rozumiem, ale pozwól mi najpierw skontaktować się z operatorem, żeby dowiedzieć się co się stało

Chłopak: Ok.

W końcu operator odbiera. Wygląda na to, że to awaria w całej dzielnicy, a nie tylko w hostelu i właśnie starają się to naprawić. Może to potrwać od 15 minut do 3 godzin, ale nie są w stanie mi powiedzieć dokładnego czasu.

Hmm…to będzie trudne.

Kilku gości podchodzi do mnie, żeby się dowiedzieć, czy jestem w stanie zrobić coś z internetem. Wyjaśniam im, że niestety jest to awaria na całym obszarze i nie tylko w hostelu.

Goście: I możesz coś z tym zrobić? – Tak pewnie, zaraz włączę zapasowe źródło internetu, które trzymamy na takie okazje (myślę)

Ja: Niestety nie mam na to wpływu, przykro mi. Ale jeśli potrzebujecie wi-fi pokażę wam na mapie kilka fajnych kawiarni, gdzie też możecie skorzystać z internetu.

Goście: To co mamy teraz robić?

Ja: No wiecie myślę, że macie wiele możliwości…możecie wyjść i zobaczyć kilka miejsc w mieście, pójść na piwo, albo wiecie…pogadać ze sobą.

Wygląda na to, że dla niektórych brak internetu oznacza Armagedon. Istną tragedię. Przysięgam, że jeśli usłyszę jeszcze jedno ‚przepraszam, wi-fi nie działa’ będę potrzebować shota wódki.

Czasami chciałabym móc powiedzieć, że ‚oddział reklamacji i skarg jest już zamknięty’. Ale do 23 (czyli do końca mojej zmiany) nie mogę tego zrobić. Właściwie to nigdy nie mogę (ale wyobrażam sobie jaką minę mogliby zrobić goście, po usłyszeniu takiego zdania).

Około 21 internet znów zaczął działać.

Alleluja!

Wygląda na to, że sytuacja się uspokoiła, i goście dookoła są w dobrym humorze.


22:00 Chłopak od filmów znów podchodzi do recepcji. Z tabletem w rękach:

Chłopak: Zobacz, macie strasznie wolne wi-fi tutaj – i pokazuje mi na swoim tablecie jakieś numery – widzisz?

Ja: Eee… – nic mi nie mówią liczby, które widzę na wyświetlaczu – nie znam się na tym za bardzo, więc nic mi to nie mówi

Chłopak: Mam specjalną aplikację, która sprawdza szybkość połączenia i niestety w moim pokoju jest bardzo wolne. Nie za to zapłaciłem. Ogłaszacie, że macie szybki internet.

Ja: Bo zwykle mamy (a przynajmniej mi zawsze wydawał się szybki). Ale jeśli chcesz sprawdzę, czy mamy wolne łóżko w innym pokoju, które jest bliżej ruterów

Chłopak: Ok, może być.

Ja (chwilę po sprawdzeniu): Mamy wolne łóżka, więc tutaj masz nowy klucz.

Po 20 minutach znowu wraca. Ponownie z tabletem.

Chłopak: Widzisz? – i pokazuje mi znów numery na tablecie

Ja: Hmm…widzę co dokładnie?

Chłopak: Jest trochę szybszy, ale nadal nie wystarczająco dla mnie. Napiszę o tym w recenzji.

Ja: Niestety w tej chwili nie ma naszego informatyka, ale jutro mu przekażę, aby sprawdził szybkość internetu.

I…wielki uśmiech.

Uff…w końcu sobie poszedł.

Zbliża się koniec mojej zmiany. Zapisuję wszelkie wydarzenia i skargi, aby mój manager wiedział jutro od rana co się wydarzyło.

23:00 Mój kolega z nocnej zmiany już się pojawił. Opowiadam  mu mój ‚internetowy Armagedon’. Mocno go tym rozbawiłam.

A ja? A ja nie chcę przez jakiś czas słyszeć słowa ‚wi-fi’.


Przegapiłeś pozostałe części ‚Dziennika Recepcjonistki?’:

Dziennik Recepcjonistki: Dzień z życia hostelu

Dziennik Recepcjonistki: Nocna zmiana

Dziennik Recepcjonistki: No show story

Może czasem na to nie wygląda, ale naprawdę lubię moją pracę, dlatego traktuj mój dziennik z przymrużeniem oka. I jeśli Tobie też się podoba – Tweet it!

Dodaj komentarz

*

Inline
Inline