Dziennik Recepcjonistki: No Show Story

*Jeśli nie masz pojęcia czym jest no show, sprawdź mój słownik hosteli!

Kolejny piękny dzień w pracy, za recepcją. Zbliża się koniec roku więc przez kolejne dni hostel będzie miał 100% jeśli nie 102% obłożenia.

Przynajmniej, razem z pozostałymi recepcjonistami znamy prognozę na najbiższe dni: zero nudy i dużo pracy.

Tak więc, dziś czeka nas dużo przyjazdów. Gdzieś w środku mam cichą nadzieję, że większość osób przyjedzie się zameldować dopiero po godzinie 15. Czy po mojej zmianie…

Wiem, co myślisz- jestem okropna, ale no cóż… uważam, że przy ilości pracy jaką mamy od rana, bez samych przyjazdów, to całkiem sprawiedliwe, że popołudniowa zmiana dostanie część zadań.

11:00 To pora, aby wszystkie wyjeżdżające osoby opuściły pokoje. Ale takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach. W hostelowej rzeczywistości, nie wiele osób bierze sobie do serca doby hotelowe.

11:30 Wszyscy postanawiają się wymeldować w tym samym czasie! Moje uszy już bolą, bo 60-osobowa włoska grupa postanowiła zrobić zbiórkę tuż przy recepcji, blokując wejście do hostelu.

Chyba to znak, że muszę wejść do akcji i przekonać ich do wyjścia…

13:00 W końcu chwila spokoju!

13:15 Mój pierwszy check-in tego dnia. Przed moim komputerem stoi miła Azjatka.

Wykonuję standardową procedurę: proszę o paszport i szukam rezerwacji. Nie mogę jej znaleźć, więc proszę dziewczynę o potwierdzenie. Póki co rozumiemy się nawzajem.

Znalezienie rezerwacji nawet z jej potwierdzeniem, niestety wymaga użycia moich trików, na niezbyt pomocnym programie. Mam dziwnie złe przeczucie…i JEST! Ale niestety przyjazd miał się odbyć dnia poprzedniego. Ups…mam wrażenie, że czeka mnie jeden z tych dni kiedy wszystkie no showy nagle się pojawiają (tylko dzień później), a najbardziej skomplikowane rezerwacje trafiają do mnie.

Wdech, wydech i podejmuję konwersację z dziewczyną. Nie jest to proste, bo jej angielski ogranicza się do podstawowych zwrotów, a ja niestety nie znam jej języka. Staram się wyjaśnić co się stało, sprawdzam w naszej skrzynce mailowej, czy przypadkiem nie zauważyliśmy maila od niej, że przyjedzie później. Nic.

Normalnie jako hostel, nie jesteśmy zobowiązani przywrócić takiej rezerwacji. Klient się nie pojawił i nie uprzedził wcześniej o zmianach, więc mamy prawo podążać naszymi procedurami i zamienić taką rezerwację na  ‚no show’. Oczywiście, kiedy nie mamy dużego obłożenia, nie jest dużym problemem przywrócić rezerwację. Ale w takim okresie, gdzie przez najbliższe dni hostel będzie pełny, mogę albo nie mieć już miejsc w ogóle lub nie mieć tej samej kategorii pokoju, zarezerwowanego przez klienta.

Niestety wiem, że dziewczyna przede mną nic z tego nie zrozumie. Chce swoje łóżko i już. Wyzywam się, aby jej wytłumaczyć, że być może zamiast łóżka w wieloosobowym pokoju tylko dla dziewczyn, będzie musiała spać w mieszanym pokoju. Niestety mimo usilnych starań, wydaję mi się, że dziewczyna i tak nic nie zrozumiała.

Czasami sobie myślę, że Esperanto wcale nie było złym pomysłem…

Proszę ją o kilka minut, abym mogła poszukać miejsca w systemie. Na szczęście dziewczyna zostaje przy recepcji. Gdyby odeszła, kolejka, która zdążyła się już za nią zebrać, nie dałaby mi spokoju. A choć potrafię robić wiele rzeczy naraz, to rozwiązywanie problemów nie wchodzi w ich skład.

Po 15 minutach walki z systemem (dosłownie) udaje mi się znaleźć łóżko, na cały jej pobyt. Sukces! Jestem z siebie dumna.

Kiedy dziewczyna odchodzi, zwracam się do koleżanki obok:

Ja: Teraz będą do mnie przychodzić tylko no showy, które nagle się pojawiają

Koleżanka: E tam, niemożliwe

Ja: No to patrz…

Wypowiadając te słowa, miałam to dziwne przeczucie, że się na pewno spełnią. Chwilę potem podeszły zameldować się 3 dziewczyny. Przeprowadzam jak zwykle tę samą procedurę. Odszukanie rezerwacji oczywiście nie jest proste. Dla pewności sprawdzam również przyjazdy z dnia poprzedniego. I BAM! No show! Historia się powtarza, tylko tym razem znalezienie łóżek dla 3 osób na te kilka dni będzie znacznie trudniejsze i zajmie więcej czasu.

Dziewczyny rozumieją sytuację, ale ich postawa mówi: „jak miałyśmy napisać, że będziemy dzień później, jeśli nie miałyśmy wi-fi…powinniście trzymać naszą rezerwację…”.

(Pewnie, zawsze trzymamy takie rezerwacje, na wypadek, gdyby ludzie mieli się jednak pojawić).

Wdech i wydech i wraz z koleżanką obok, staramy się znaleźć wolne łóżka na cały ich pobyt. Po 15 minutach walki z systemem, posunięć strategicznych i trików w końcu osiągamy sukces! 3 łóżka, tylko w różnych pokojach.

Ja: Ok! Udało się 🙂 Mam dla was miejsca

Dziewczyny: Super! Dziękujemy bardzo <3

Ja: Nie ma problemu, po to tu jesteśmy. Przepraszam, że musiałyście czekać. Tylko, że będziecie w innych pokojach

Dziewczyny: O nie…czy istnieje szansa, żebyśmy mogły być razem?

Serio? Ledwo co udało nam się znaleźć 3 łóżka…chyba bym musiała spędzić cały dzień, przekładając każdą rezerwację i wypróbowywać różne kombinacje. Mam przed oczami mem, który widziałam poprzedniego dnia:

Czasem jak wyciągniesz dłoń, będą chcieli całą rękę.

Ja: Dobrze dziewczyny…nie mogę nic wam obiecać, ale zobaczę co da się zrobić. Pracuję do 15 więc przyjdźcie wtedy i wam powiem czy mi się udało

Dziewczyny: Ok! Dziękujemy bardzo! Jesteś najlepsza!

Pewnie, że jestem…czasem nawet myślę, że jestem za miła.

Dziewczyny odchodzą, więc korzystając z chwili wytchnienia mogę zabrać się za granie w Tetris w systemie, aby znaleźć łóżka w jednym pokoju. Mam około godziny do końca pracy, więc mam nadzieję, że mi się uda.

Po kilku minutach walki z programem, pracującym w ślimaczym tempie, podchodzi do mnie para, aby się zameldować.

Ja: Cześć! Jak się macie? Będę potrzebować waszych paszportów

Para jest bardzo sympatyczna, co znacznie poprawia mi humor. W trakcie wypełniania danych, ucinamy krótką pogawędkę. Na szczęście rezerwacja jest i to na odpowiedni dzień. Co za ulga!

Hmm…tylko coś mi się nie zgadza…

Ja: Czy zrobiliście może dwie oddzielne rezerwacje? Bo znalazłam tylko rezerwację dla jednej osoby na pokój indywidualny…(i bez wątpienia jest ich dwójka)

Chłopak: Hmm…jestem pewien, że rezerwowałem pokój dla 2 osób

Ja: Ok, pozwólcie, że sprawdzę jedną rzecz (bo może rezerwacja została przypisana do złego pokoju)…no cóż, na waszej rezerwacji z Hostel World wyraźnie pisze, że zarezerwowaliście pokój indywidualny…

Chłopak: Uuuu…hmm…czy możemy coś z tym zrobić?

Dziewczyna do chłopaka (śmiejąc się): Serio? Pozwoliłam ci zrobić tylko jedną rzecz i tą jedną zrobiłeś źle?

Haha. To całkiem zabawna sytuacja 😉

Ja: No dobra, dajcie mi chwilkę i sprawdzę co da się zrobić, chociaż hostel jest prawie pełny!

I wraz z koleżanką (co dwie głowy to nie jedna- praca grupowa rządzi!) udało nam się znaleźć pokój w systemie…chociaż musiałyśmy chwilowo zamienić status rezerwacji na następny dzień na nieprzypisany do żadnego pokoju…ups. Na szczęście my jutro nie pracujemy, więc główkować się będą inni (tak wiem: czasami potrafię być złośliwa).

Szczęśliwe zakończenie dla uroczo, zakręconej pary, zameldowani, odchodzą do swojego pokoju.

W końcu mogę wrócić do poszukiwać łóżek w jednym pokoju. Po 1000 kliknięć, różnych kombinacjach rezerwacji- jestem bliska rozwiązania. Adrenalina wzrasta, gdy wiem, że jestem bliska osiągnięcia niemożliwego. Na kilka minut przed 15…TAK! Udało się!

15:00 Popołudniowa zmiana nareszcie przybyła. Szybko wymieniamy newsy i uciekam z recepcji.

Idąc do biura napotykam 3 dziewczyny i przekazuję im dobrą nowinę.

Dziewczyny: Dziękujemy! Jesteś najlepsza!

Ja: Nie ma problemu (w końcu straciłam na tym 1 godzinę)… bawcie się dobrze i możecie potem wspomnieć o mnie w waszej recenzji! (należy mi się, prawda?)

Dziewczyny: Na pewno napiszemy!

I oczywiście nigdy nie napisały…


Poznaj inne części ‚Dziennika Recepcjonistki’:

Dziennik Recepcjonistki: Dzień z życia hostelu

Dziennik Recepcjonistki: Nocna Zmiana

Może czasem na to nie wygląda, ale naprawdę lubię moją pracę, dlatego traktuj mój dziennik z przymrużeniem oka. I jeśli Tobie też się podoba – Tweet it!

 

 

Dodaj komentarz

*

Inline
Inline