Dziennik Recepcjonistki: Nocna Zmiana

Nocna zmiana. Można ją lubić bądź nienawidzić, ale w karierze każdego recepcjonisty pojawi się moment, że będzie trzeba stanąć za ladą recepcji w nocy.

Na szczęście nie zostałam „zaszczycona” tym honorem zbyt wiele razy. Jednakże dzisiejszego dnia…a właściwie nocy, dostąpię tego zaszczytu…

22:00 Normalnie o tej porze albo byłabym już w piżamie, albo siedziałabym przy piwku w jakimś fajnym barze. Niestety nie dziś. Pora iść do pracy.

23:00 Pora zacząć: szybka wymiana informacji, co działo się w ciągu dnia i wpadam w wir pracy.

Każdy, kto mówi, że „praca w nocy musi być fajna, pewnie nie ma zbyt wiele do roboty”, uzyska ode mnie mniej więcej taką reakcję:

 

Tak, hehe…masz racje…

NIE.

Wielu ludzi myśli w ten sposób i zostawia część pracy dla nocnej zmiany. Co koniec końców powoduje, że czasem masz przed sobą górę pracy i spędzasz całą noc nie odrywając się od niej ani na chwilę (biorąc pod uwagę naprawianie błędów poprzednich zmian).

Tak więc, między szukaniem błędów, zamykaniem systemu, fakturowaniem i przygotowywaniem raportów, musisz jeszcze dodać do tego znoszenie pijanych ludzi. Czy wspominałam już o systemie, który nie zawsze chce z Tobą współpracować?

Ponieważ jest weekend, przez recepcję przechodzi wielu ludzi. Idą na imprezy, a wracają kompletnie pijani. Póki nie wchodzą mi na głowę, traktuję to jako pewnego rodzaju rozrywkę… przynajmniej można się trochę pośmiać. Poza tym to czasem zabawne obserwować, jak ze spokojnych gości, niektórzy przeobrażają się w pijane bestie (podobno cicha woda brzegi rwie…).

1:00 „Przepraszam, czy możesz zadzwonić po taksówkę dla nas? Chcemy jechać do baru ze stripteasem”

Serio…nie muszę wiedzieć, co chcecie robić…- Pewnie, już dzwonię (wielki, sztuczny uśmiech na mojej twarzy).

2:00 Grupka pijanych ludzi zaczyna tańczyć przed recepcją, w takt muzyki z własnej komórki. O! Zaczynają śpiewać. Świetnie…zastanawiam się czy powinnam im bić brawo i dopingować czy po prostu wyrzucić. Przynajmniej jakieś show za darmo.

3:00 Kolejny pijany przed moją recepcją. Ten przypadek, rozrzuca wszędzie dookoła pieniądze w ramach przeprosin za bycie tak pijanym…no cóż jak bym była złośliwa, to i bym sobie przygarnęła napiwek. Ale zamiast tego, odprowadzam go do pokoju. Biedny koleś…nie chce wiedzieć jaką będzie miał minę rano po otwarciu swojego portfela (update: następnej nocy był równie pijany).

4:00 Mam kryzys. Oczy same mi się zamykają i istnieje możliwość, że uderzę głową o klawiaturę komputera. Większość pracy już zrobiłam, a więc pozostało mi tylko przetrwanie w jakiś sposób do 7 rano. Może film?

4:15 Znalazłam film, który chciałam obejrzeć od dawna!

Ups… wygląda na to, że nici z relaksu. Do hostelu wracają pijani, którzy mają niedosyt i chcą kupić jeszcze więcej alkoholu. Sorry, ale bar jest zamknięty…na szczęście.

4:30 Zaczynam się modlić, by nie wydarzyła się żadna dziwna sytuacja do końca mojej zmiany.

4:45  Chyba nikt nie wysłuchał moich modlitw.

Podchodzi do mnie dziewczyna, którą wcześniej widziałam upijającą się ze swoimi dwoma kolegami. Z których jeden wyglądał, jakby miał niedługo zakończyć swą noc zamiast w klubie – to w toalecie.

– Przepraszam, ale w toalecie jest śpiący koleś (tak właściwie to jej znajomy)

– Aha…?

– Powinnaś zaprowadzić go do pokoju

– Eee… Ale to Twój kolega, nie mój.

Na szczęście, jej drugi kumpel przejmuje inicjatywę i zabiera (a właściwie sprząta) swojego kumpla z łazienki.

Serio, czy ludzie myślą, że jestem tutaj pielęgniarką lub policją? Jestem recepcjonistka, a nie opiekunką pijanych ludzi.

6:00 Jeszcze tylko godzina! Podchodzi (kolejny) pijany:

– Do której jest wymeldowanie?

– do 11.

Oj…kolego jakoś nie widzę Cię wstającego rano.

6:15 Gość skarży się, że jakiś dziwak bierze prysznic już 4 godziny i nie zapowiada się, by miał szybko skończyć. Wchodzę na górę i pukam do drzwi łazienki:

– Halo! Wszystko w porządku?

– Tak wszystko w porządku!

– Serio? Kąpiesz się już kilka godzin…musisz się wymeldować!

– A już 11?

Patrzę na mój zegarek, pokazujący 6:30 i bez namysłu odpowiadam:

– Tak!

Skąd się biorą tacy ludzi? Kąpać się tyle godzin. Ten koleś raczej nie ma zbyt dobrze ułożone w głowie. I nawet nie chcę wiedzieć, co robił tyle godzin pod prysznicem.

6:30 Kompletnie pijana para wchodzi do hostelu i pyta się czy mam wolne pokoje.

Sorry, ale niestety nie mam w tej chwili nic wolnego, a normalnie zameldowanie jest od godziny 15.”

Oczywiście, że miałam pokoje, ale wiesz co? Zamknęłam już system, nie spodobała mi się ta para, nie mówiąc już o poziomie ich pijaństwa (podobno mówi się na to „zalani w trupa”).

7:00 W końcu pojawiła się kolejna zmiana. Wymieniamy się szybko informacjami, zabieram moje rzeczy, mówię „dobranoc” i biegnę do domu, do mojego wygodnego łóżka.

Nie. Nadal nie lubię nocnych zmian.

Like it? Pin it!

Dodaj komentarz

*

Inline
Inline