Wciąż hostel czy może już hotel?

Nie zrozumcie mnie źle przez ten post. Zawsze popieram rozwój i zmiany o ile zmierzają w dobrym kierunku.

Inspiracją do tego posta stały się przeprowadzone w ostatnim czasie rozmowy ze znajomymi korzystającymi z hosteli oraz z moimi współpracownikami. To właśnie te konwersacje oraz moje własne wątpliwości dotyczące zmian w przemyśle hostelowym są bazą niniejszych przemyśleń.

W ostatnim czasie hostele są jednym z „top tematów” w branży turystycznej. Jeśli odwiedzasz mojego bloga, mogłeś/aś zauważyć, iż obecnie hostele starają się przedefiniować oraz zwalczyć dotychczasowe stereotypy na ich temat, istniejące w głowach turystów.

Ponieważ już wiesz dlaczego pracuję w hostelach, możesz się domyślić, iż bycie na bieżąco ze wszelkimi zmianami w branży jest dla mnie bardzo ważne. Bez wątpienia ma to bezpośredni wpływ na moje życie zawodowe.

Dotychczas miałam możliwość pracować w różnych typach hosteli. Od najmniejszych, poprzez średnie ze 170 łóżkami do tych wielkich, gdzie znajduje się ponad 500 miejsc noclegowych. Różniły się one nie tylko wielkością, ale i charakterem: od rodzinnych, poprzez imprezowe, dla surferów, aż do tych luksusowych.

Dlatego zadałam sobie pytanie: dokąd zmierzają hostele?

Główną ideą hosteli jest dawanie nie tylko łóżka, ale i unikatowego doświadczenia. Tworzenie niepowtarzalnej atmosfery, gdzie czujesz się jak w domu i wśród przyjaciół. To punkt, który tak bardzo odróżnia hostele od hoteli.

Co raz więcej słyszy się o rewolucji w hostelach, o tym jak ich design oraz „hotelowy standard w cenie hostelu” starają się dostarczyć nowej jakości do życia backpackerów. I nie tylko ich…Ponieważ teraz hostele starają się trafić do innych grup klientów: od zwykłych turystów do biznesmenów. Tych, którzy wcześniej nigdy by nie zdecydowali się na nocleg w hostelu.

Dlatego tak często ostatnio słyszę od gości pytanie: „to naprawdę jest hostel?”

I tu zaczyna się moje „ale”… Nawet jeśli hostele odniosą sukces w swoich przeobrażeniach, znacznie ciężej zmienić jest ludzkie myślenie. Dotychczasowi goście hoteli nie przejmują się czy w nazwie obiektu jest hostel lub hotel (tym bardziej, gdy budynek bardziej im przypomina hotel). To czego chcą to przestrzeń , wygodne łóżko, telewizor i wifi- wszystko to, co już zapewnia im się zwykle w każdym hotelu. Bardzo rzadko szukają oni atmosfery i możliwości poznania nowych ludzi.

A już na pewno na ich reklamacje nie działa odpowiedź: „przepraszamy ale to jest hostel nie hotel”.

Praca w ogromnym hostelu wniosła wiele wątpliwości do mojej głowy i sprawia, że czuje iż utknęłam gdzieś pomiędzy hostelem a hotelem. To hybryda, której jeszcze nie potrafię zrozumieć.

W mojej pracy zawsze ważną kwestią, jako pracownika hostelu, była możliwość bycia częścią doświadczenia gości. I bynajmniej polegającą wyłącznie na zameldowaniu i następnie powiedzeniu „do widzenia”. Ewentualnie muszącą wysłuchać wszelkich skarg i reklamacji.

I o to właśnie chodzi. Gdzie jest miejsce na integrację między gośćmi, pracownikami oraz lokalnym sposobem życia, by móc doświadczyć codzienność destynacji hostelu w tak wielkich hostelach?

Może rzeczywiście, jak to powiedział mój przyjaciel „mam serce backpackera”, więc ciężko mi przestawić się z bardziej „zrelaksowanego” środowiska do tego bardziej „luksusowego”.

Pracując, zawsze staram się traktować gości, tak jak i ja chciałabym być traktowana. Jako przyjaciel, starający się by każdy poczuł się komfortowo w nowym miejscu. Niestety w tak wielkich „posh” hostelach bardzo łatwo utracić tą relację.

Utrzymywanie niskich cen (choć i to nie zawsze) w duchu budżetowych noclegów oraz tworzenie wydarzeń dla gości niekoniecznie musi oznaczać, iż jest to hostel. Jeżeli o mnie chodzi, hostele poza pokojami wieloosobowymi powinny mieć swoją atmosferę.

I skąd bierze się ta atmosfera?

Według mnie to oczywiste: od mieszanki energii pracowników i gości. Oba te elementy powinny dzielić doświadczenie.

Pracownicy hostelu nie są tylko DLA gości, ale i Z gośćmi.


Więc jeśli chodzi o duże, „luksusowe” hostele: czy to nadal hostel czy może już hotel? A może to nowy twór, który powinien otrzymać inną nazwę lub etykietę?

Nadal powinnam się upierać przy powtarzaniu: „tak, to jest hostel, a nie hotel”, jeśli nawet nie jestem pewna czy to prawda?

Czy kiedykolwiek spałeś/aś w jednym z dużych, luksusowych hosteli? Jakie było Twoje doświadczenie? Chciałabym usłyszeć Twoją opinię!

ewka

Dodaj komentarz

*

Inline
Inline